dj bydgoszczW wielkanocną niedzielę pracowałem jako dj na weselu Agnieszki i Krzysztofa. Wesele miało miejsce w Bydgoszczy, w restauracji „Ogniem i mieczem”. Poniżej zamieszczę krótką relację.

Parę Młodą przywiózł stylowy Jaguar. Plan przywitania Młodych przed restauracją niestety nie mógł być zrealizowany ze względu na aurę. W okolicach godziny 18 rozpadało się na dobre. Deszcz na tyle dawał się we znaki, że skutecznie utrudnił przejście z samochodu do restauracji. Gości powitały skoczne dźwięki „Marsza weselnego”, który idealnie współgrał z biesiadną stylistyką sali oraz z życzeniem Pary Młodej, która chciała, aby wesele były prowadzone w stylu, nazwijmy to, tradycyjnym. Jako Dj wodzirej wychodzę z założenia, że jestem tego dnia wynajęty przez Zleceniodawców i to oni, nie ja, mają być zadowoleni. To Ich święto, najważniejszy dzień w życiu wiec w miarę możliwości spełniam ich życzenia.

Obsługa restauracji powitała Młodych chlebem i solą. Potem stery przejął wodzirej. Przywitałem się z Parą Młodą i gośćmi. Złożyłem życzenia i wraz z podkładem muzycznym odśpiewaliśmy staropolskie: „Sto lat”. Po pierwszym toaście Para Młoda dopełniła kolejnej tradycji bijąc szkło na szczęście. Młodzi w ramach współnej małżeńskiej pracy posprzątali po sobie. Przyszedł czas na obiad. Jak zwykle smaczny. Ogniem i mieczem to restauracja na wysokim poziomie.

Po obiedzie nastąpił toast przy stołach, a głośne „gorzko gorzko” zostało uciszone gorącym małżeńskim pocałunkiem. Wesele rozpoczął tradycyjny pierwszy taniec. Towarzyszyła nam piosenka w wykonaniu Drupiego – „Piccola e fragile”. Salę pokryła poświata dymu. Wokół Młodej Pary unosiły się bańki mydlane. Romantyczego nastroju dopełniły kolorowe światła. Taneczne starania Agnieszki i Krzysztofa zostały docenione przez zaproszonych Gości. Na sali rozległy się głośne brawa.

Pierwszy blok muzyczny wypełniły piosenki m.in. Ani Wyszkoni czy Ricchie e Poveri. Skoczne  „Locomotion” porwało gości do pociągu, który szybko zamienił się w kółeczko, dla którego tłem muzycznym była piosenka „Que sera”. Wesele rozpoczęło się dobrą frekwencją Gości na parkiecie, co zapowiadało miłą pracę. I tak też było.

Dominował polski repertuar. Często sięgałem też do muzyki lat 70 i 80. Na życzenie Gości grałem też utwory biesiadne. Spełniłem muzyczne życzenia Pary Młodej. Obiadowi towarzyszyła piosenka The Shadows – „Apache”. Okazło się, że był to ulubiony zespół Taty Pani Młodej. Tort wiechał przy akompaniamencie „It’s a beautiful day” U2.

Zabawy po północy przebiegały w miłej atmosferze. Ze względu na małą ilość panien i kawalerów zrezygnowaliśmy z tradycyjnych oczepin. Nie było wyboru nowej pary młodej, nie zbieraliśmy pieniędzy do welonu. Uroczystej formy nabrało podziękowanie dla Rodziców. Popłynęly łzy wzruszenia. Na życzenie Agnieszki i Krzysztofa tłem muzycznym dla tej sytuacji była piosenka Urszuli Sipińskiej „Mam cudownych rodziców”. Zabawy oczepinowe rozbawiły gości. Tym razem płakali nie ze wzruszenia, ale ze śmiechu. Po tych atrakcjach szybko wróciliśmy do dalszej zabawy. Bob Sinclair i jego „Love generation” zabrał gości w muzyczną podróż. Odwiedziliśmy kilka europejskich państw tańcząc charakterystyczne dla nich tańce.

Wesele trawało do godziny 4. Pożegaliśmy się w kółeczku. Podziękowaliśmy Parze Młodej za zaproszenie, obsłudze za gościnę. Z głośników popłynęło pożegnalne: „Do widzenia, do miłego zobaczenia”. To było naprawdę fajne wesele. Goście chętnie uczestniczyli w zabawach. Bawili się przy każdym rodzaju muzyki. Chętnie śpiewali i wznosili toasty. Miło się pracowało. To było udane rozpoczęcie „sezonu weselnego”.