Będzie pisane

Tak sie składa, że lubię pisać. Postanowiłem, że podzielę się z Tobą, moimi przemyśleniami związanymi z tym co robię. Opowiem Ci o muzyce, która jest największą pasją mojego życia. Sukcesywnie postaram sie zamieszczać wpisy dotyczące mojej profesji Dja, wodzireja imprez okolicznościowych. Pojawią się też tematy pośrednio związane z moją pracą. Jeśli podoba Ci się mój pomysł i forma, daj znać poprzez zakładkę „kontakt”, wesprzesz mnie w tym co robię. Jeśli dostrzegasz błędy i niedociągnięcia, zły styl, też napisz koniecznie. Podpowiesz co robię źle, dzięki Tobie udoskonalę swój pomysł. A więc do dzieła!




Zacznijmy od początku ;););)

Wszystko zaczęło sie w połowie lat 80tych ubiegłego stulecia. Z głośnika magnetofonu szpulowego popłynęły piosenki m.in. zespołu Boney M. Dla kilkuletniego chłopca było to niesamowite, że przesuwanie brązowej taśmy, powoduje wydobywanie się dźwięków. W pamięci pozostał mi cały ceremoniał związany z uruchomieniem tego urządzenia. Rozpoczynało się od załozenia dwóch krążków, jednego pełnego i drugiego pustego. Następnie należało ostrożnie przełożyć taśmę w wąskiej szczelinie w kierunku pustej szpuli. Nawinąć kolorową część startową i przekręcić pokrętło na pozycję start. Charakterystyczny brzdęk mechanizmu zapowiadał muzyczną ucztę. Z głośników sączyły się dźwięki popularne w latach 70tych i 80tych. Kto by wtedy pomyślał, że będzie to zapowiedź tego, iż muzyka stanie się najważniejszą pasją mojego życia, a już w ogóle esencją pracy didżeja.




Kaseta magnetofonowa

Początek lat dziewięćdziesiątych to dominacja kasety magnetofonowej, który trwała już wtedy kilka dobrych lat. Stragany na bazarach uginały się pod ciężarem setek plastikowych pudełek. Kolorowe „grzbiety” opakowań zawierające nazwę wykonawcy, mieniły się niczył najdrożzsze klejnoty. Jedynie nowa piłka mogła z tym konkurować. Spędzanie czasu przy takim stoisku było codziennym rytuałem, szczególnie w dniu otrzymania kieszonkowego. Wartość miesięcznej dotacji 😉 wystarczała na zakup jednej kasety. Musiałbyć to być najlepsza decyzja miesiąca. W świadomości nastolatka kołatała się myśl, że wydanie kasy na muzykę, oznaczało wykluczenie zakupu gum do żucia i innych atrakcji tego czasu. Jedną z pierwszych kaset, którą kupiłem, była składanka przebojów grupy Queen. Oprócz piosenek był tam też komentarz dja/lektora zawierający ciekawostki dotyczące zespołu, czy też konkretnego utworu. Pamiętam, że to zestawienie zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Czy była to zapowiedź pracy didżeja? To ziarno miało wydać plon dopiero w przyszłości.


Dyskoteka szkolna

Dla osoby, która kocha muzykę, dyskoteka szkolna była jednym z najważniejszych wydarzeń roku. Towarzyszyła mu masa przygotowań. Najważniejszą sprawą było ustalenie muzyki. Z racji różnych gustów było to pole do wielu sporów. Dobór playlisty musiał być więc kompromisem wielu oczekiwań. Początek lat 90tych to popularność rocka, szczególnie w postaci ballad wykonywanych m.in. przez zespoły takie jak: Aerosmith czy Guns ‚n Roses. Z drugiej strony mieliśmy absolutny boom na muzykę typu disco polo. Wiele przebojów tanecznych parkietów pochodziło też z nurtu tzw. euro dance. Do przedstawicieli tego stylu można było zaliczyć m.in. Fun Factory, Dr. Alban, Dj Bobo itd. Nie zapominajmy też o popie ze strony na przykład Michaela Jacksona. Wśród takiej róznorodności muzyki, znalezienie złotego środka graniczyło z cudem. Rozwiązniem tego dylematu okazała się tzw. lista przebojów. Osoby chętne przesyłały zestaw oczekiwanych piosenek. Na podstawie popularności pojawiających się tytułów, grupa decyzyjna, z moim skromnym udziałem, ustalała co będzie grane. Zapowiedzią imprezy był starannie wykonany plakat zawieszony na drzwiach wejściowych do szkoły. Informował o miejscu i czasie trwania dyskoteki. Przygotowywania rozpoczynały się kilka godzin wcześniej. Najpierw opróżnienie sali z krzesełek i ławek. Potem wniesienie, ustawienie i podłączenie sprzętu. Przygotowanie nagrań według listy. Nośnikiem muzyki była kaseta magnetofonowa, płyty cd były jeszcze rzadkością. Ich cena wykraczała poza budżet przeciętnego nastolatka. Na ławce obok sprzętu było ich kilkadziesiąt. Rozpoczęcie zabawy poprzedzone było próbą nagłośnienie. Sprawdzaliśmy czy działa mikrofon. Porządkowaliśmy ułożenie kabli. Godzina rozpoczęcia imprezy przypadała po lekcjach. Czuło się wzrastające emocje. Czy wszystko zagra, czy się spodoba? Takie myśli towarzyszyły nam jako organizatorom. I wreszcie start. Sytuacja była nerwowa, bo po kończącym się utworze musieliśmy mieć przygotowany kolejny. Mieliśmy na to zazwyczaj kilka minut. Oprócz utworów z tzw. playlisty pojawiały się dedykacje, czyli piosenki zamówione przez uczestników dyskoteki. Ciężko było zadowolić wszystkich. Tak wyglądały początki obecnego stanu rzeczy, zapowiedź pracy jako dj. Wspominam je jako bardzo miłe lecz też pełne emocji chwile. Jak mówią słowa piosenki: „To były piękne dni”.

Radiowęzeł




Przenosimy się do liceum, a tam bardzo emocjonujące chwile muzyczne. W tej notce krótko o radiowęźle, czyli miejscu, z którego w szkole odbywa się dźwiękowa transmisja na żywo.

Uczestnikiem takich audycji byłem w późnych latach 90tych. Było to niesamowite przeżycie gdy w czasie przerwy miałem możliwość grać jako dJ muzykę, którą słyszą wszyscy uczniowie i po części też nauczyciele. W użyciu przeważały jeszcze kasety magnetofonowe, ale płyty cd były coraz częsciej wykorzystywanym nośnikiem.

Osoby z radiowęzła były niemalże celebrytami wśród społeczności uczniów. Wiązało się to z licznymi przywilejami 😉 Supełek, bo taką nazwę przyjęło miejsce muzycznego dowodzenia, stało się towarzyskim centrum szkoły. Otwierałem magiczne dzwi za którymi stał sprzęt audio, grała moja ulubiona muzyka, spotykałem podobnych do siebie ludzi.

Przygoda z muzyką trwała więc nadal. Sympatie muzyczne tego czasu ukształtowały na stałe mój gust muzyczny, który, jak się okazało, przetrwał wszystkie następujące po sobie mody.